Resident Evil to seria, która nieustannie się rozwija. Każda kolejna gra oferuje gameplay zmodyfikowany względem poprzedniej części, nieco inny klimat, a bardzo często także nowego głównego bohatera. Czasami takie zmiany są wręcz rewolucyjne, jak w Resident Evil 7, gdzie seria przeszła z perspektywy trzeciej osoby do pierwszej. I nie tylko jej to nie zaszkodziło, ale wręcz uczyniło grę jeszcze straszniejszą. Tematem dzisiejszego artykułu będzie nadchodzący Resident Evil 9, który zapowiada się jako wyjątkowa odsłona serii. Przed rozpoczęciem zostawiam również zaproszenie do naszego sklepu internetowego, gdzie zawsze możecie  kupić topowy komputer gamingowy .

Plotek dotyczących Resident Evil Requiem było mnóstwo: od wyspy pełnej zombiaków aż po trzech głównych bohaterów, wśród których miała znaleźć się Jill Valentine. Fantazje zderzyły się z rzeczywistością kilka dni temu, kiedy odbył się oficjalny showcase. Tak jak było wiadomo już wcześniej, otrzymamy dwóch głównych bohaterów: Leona i Grace. Dyrektor projektu, Koshi Nakanishi, od razu zaznaczył jednak, że początkowo gra była tworzona wyłącznie z Leonem w roli głównej, natomiast pomysł wprowadzenia dziennikarki Grace pojawił się dopiero później. Ta decyzja całkowicie zmieniła projekt, ale po kolei.

Jeśli jesteście fanami serii Resident Evil i graliście we wszystkie albo prawie wszystkie części, dobrze wiecie, jak bardzo różnią się od siebie, mimo że niemal w każdej trzeba strzelać zombie w głowę i robić to celnie, bo amunicji rozdaje się mniej więcej tyle, ile dziś rozdaje się prądu. Większość tego, o czym tutaj mowa, dotyczy przede wszystkim ostatnich odsłon serii, w tym świetnych remake'ów Resident Evil 2, 3 i 4. Wszystkie są jak kolorowe kredki, choć pochodzą z jednego pudełka.

Resident Evil 2 to hardkorowy i atmosferyczny survival horror, który kładzie duży nacisk na zagadki, a także niedobór zasobów, szczególnie amunicji. Klaustrofobiczne pomieszczenia tworzące jeden wielki labirynt, niezwykle wytrzymałe zombie, których czaszki sprawiają wrażenie odlanych z ołowiu i są gotowe przyjąć kolejne pociski, oraz oczywiście Mister X, który cały czas depcze nam po piętach i niezwykle skutecznie wykorzystuje element zaskoczenia.

Druga część jest uważana za jedną z najbardziej wzorcowych odsłon serii, ponieważ rzeczywiście pozostaje wierna swojemu gatunkowi, przetrwała próbę czasu i z powodzeniem odrodziła się z popiołów. Podobną drogą poszła trójka, przejmując ten sam klimat i sposób prezentacji, ale z survival horroru zaczęła wyraźnie przesuwać się w stronę shootera z elementami horroru, co nieco zaszkodziło jej reputacji.

Mimo wszystko taki krok po powolnej drugiej części, w której zombie potrafiły przyjąć na głowę nawet około dziesięciu pocisków, właściwie musiał nastąpić. Szkoda tylko, że w porównaniu z dwójką trzecia część jest zdecydowanie zbyt krótka, a po jej ukończeniu szybko zaczyna się zapominać, co właściwie działo się po połowie gry. Resident Evil 2 przeciwnie – nieustannie podgrzewa zainteresowanie.

Złotym środkiem i klasykiem dla większości graczy stał się Resident Evil 4 Biohazard, który ponownie przywrócił Leona, a wraz z nim gęstą i niepokojącą atmosferę. Najlepsze jest jednak to, że czwarta część wykorzystała również doświadczenia z trójki, dorzucając więcej akcji i słynne kopniaki jako wisienkę na torcie.

Gra nie straciła ani na akcji, ani na survival horrorze, choć osobiście ani trzecia, ani czwarta część nie wydają mi się szczególnie straszne. Czwórka zdołała jednak stworzyć niezwykle mocny klimat, stała się bardziej dynamiczna, a Leon w roli głównego bohatera to praktycznie zawsze pewna wygrana.

W piątą i szóstą część z jakiegoś powodu nadal nie miałem okazji zagrać, natomiast Resident Evil 7 zdecydowanie zasługuje na miano najbardziej przerażającej odsłony całej serii. Częściowo jest to zasługa kamery z perspektywy pierwszej osoby, która niemal zawsze sprawia, że wszystko staje się straszniejsze.

Perspektywa trzecioosobowa tworzy pewnego rodzaju barierę – świat obserwujemy za pośrednictwem głównego bohatera. Kamera pierwszoosobowa sprawia natomiast, że obserwatorem stajemy się bezpośrednio my, a nie nasz awatar.

Dodajcie do tego bardzo pomysłową, pokręconą i ciekawą historię rodziny Bakerów, całą masę naprawdę niepokojących momentów, możliwość porządnego postrzelania oraz zagadki wymagające chwili zastanowienia – i otrzymacie siódmego Residenta.

Ósma część z powodzeniem kontynuuje tę tradycję i osobiście jest moją ulubioną odsłoną serii właśnie dlatego, że oferuje tak wiele z wymienionych wyżej elementów.

Jak więc rozwijać serię po tylu trafnych decyzjach i jednocześnie nie zniszczyć jej nadmiarem eksperymentów? Twórcy dobrze to przemyśleli i doszli do wniosku, że nie trzeba zabijać starego – trzeba je pomnożyć.

Dlatego w Resident Evil 9 dostępne będą dwie perspektywy kamery: pierwszoosobowa i trzecioosobowa. Będzie można z nich korzystać zarówno podczas gry Grace, jak i Leonem.

Koshi Nakanishi mówi, że gameplay Grace będzie przypominał Resident Evil 2 i 7, natomiast rozgrywka Leonem ma kojarzyć się z czwartą częścią. Oznacza to, że jako Grace będziemy częściej się bać, ukrywać i korzystać ze skradania, natomiast grając Leonem będziemy brutalnie rozprawiać się z przeciwnikami.

Do tego dostaniemy solidną siekierę, a o charakterystycznych kopniakach Leona oczywiście nikt nie zapomniał. Nakanishi zapowiada, że tym razem Leon naprawdę pójdzie na całość, a gra będzie naprzemiennie przełączać się pomiędzy obojgiem bohaterów.

Zaprezentowano także nowe pokolenie zombie, które tak naprawdę jest starym pokoleniem – tyle że teraz przeciwnicy zachowują wspomnienia ze swojego poprzedniego życia, przez co nadal próbują wykonywać niektóre dawne czynności.

Twórcy opowiedzieli również o strzelaniu. Tym razem nie będziemy musieli celować wyłącznie w głowę – można będzie skutecznie ostrzeliwać także kolana i inne części ciała.

Dodano więcej fizyki ragdoll działającej jeszcze wtedy, gdy przeciwnicy żyją, co wygląda naprawdę dobrze. Do tego dochodzi cała masa różnych finisherów i innych brutalnych animacji.

Patrząc na arsenał Leona, od razu można zrozumieć, że tym razem zombie nie będą już tak łatwo przyjmować kolejnych pocisków w głowę. Będzie można również podnosić broń przeciwników i wykorzystywać ją przeciwko nim.

Grając Grace, znacznie częściej trzeba będzie planować każdy ruch, przeciskać się wąskimi przejściami i cierpliwie czekać, aż konkretny przeciwnik odejdzie.

Najważniejsze, żeby się nie rozluźniać, ponieważ jumpscare'y i elementy zaskoczenia nadal mogą nieźle przestraszyć. Często będziemy musieli uciekać przed zombie, a Grace otrzyma tylko jedną broń palną – rewolwer „Requiem”. Amunicji ma być niewiele, ale każdy strzał powinien mieć ogromną siłę.

Dalej pojawiają się integracje reklamowe Porsche oraz wyjątkowego zegarka. Pod koniec pokazano również obsługę DLSS 4, dzięki której gra ma działać sprawnie nawet na słabszych konfiguracjach.

Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem, dlaczego jest to tutaj aż tak mocno podkreślane, ponieważ każda współczesna odsłona Resident Evil jest bardzo dobrze zoptymalizowana, szczególnie w porównaniu z wieloma innymi nowymi produkcjami tworzonymi na popularnych silnikach.

Pod każdym innym względem będzie to nadal ten sam Resident Evil, tylko bardziej brutalny i znacznie większy.

Warto też przypomnieć, że już w czwartej części miejscami mieliśmy do czynienia z podwójnym stylem rozgrywki. Przez zdecydowaną większość gry walczyliśmy Leonem, natomiast pojawiały się również fragmenty skradankowe z Ashley, podczas których trzeba było ukrywać się przed opancerzonymi przeciwnikami. Było to naprawdę ciekawe, choć dość łatwe.

Dziewiąty Resident Evil zapowiada się jako największa odsłona serii, a już teraz pojawiają się plotki, że może to być ostatnia gra z Leonem w jednej z głównych ról.

Pożyjemy – zobaczymy.