Tutaj miał znaleźć się długi wstęp z analizą współczesnych gier, ich trybów online i czasu, który potrafią wam zabrać. Postanowiłem jednak z niego zrezygnować, żeby szybko i prosto przekazać wam następującą myśl – uważajcie na Arc Raiders, ponieważ w tej grze można rozpłynąć się jak cukier w gorącej kawie. Żadnych twistów, bo zaczynam od końca – to gra, która nie tylko sprawi, że się w niej zakochacie, ale również otworzy wam oczy na to, jak powinien wyglądać współczesny AAA rozwijany w modelu online. Do tego wypełni wam głowę lootem, punktami na ogromnych mapach, całkiem inteligentnymi przeciwnikami i wątpliwościami dotyczącymi innych raiderów. Ten materiał jest zarówno recenzją, jak i poradnikiem, zarówno subiektywnym doświadczeniem, jak i obiektywnym zbiorem informacji potrzebnych do skutecznej gry. Przygotuj się na wyprawę, raiderze! A twój komputer gamingowy zawsze czeka na ciebie na stronie naszego sklepu internetowego Artline.
Pojawia się myśl – po stu rajdach można już sporo opowiedzieć o Arc Raiders. Myśl logiczna i wręcz oczywista, ale nie tak elegancka, jak mogłoby się wydawać, ponieważ nawet po stu rajdach nie da się skompilować abstrakcyjnej istoty tej gry ani narysować sobie w głowie jednego schematu działania, który byłby odpowiedni dla każdej mapy. Wszystko dlatego, że każda rozgrywka w Arc Raiders jest unikalnym doświadczeniem, które buduje się samo.

Jesteśmy jednym z raiderów, który razem z innymi organizuje wyprawy na powierzchnię Ziemi, aby zdobywać zasoby i pozaziemskie technologie. Do lore ARC jeszcze wrócimy, ale trochę później, więc na razie wystarczy taka informacja: obce roboty, nazywane tutaj ARC, niespodziewanie zaatakowały naszą planetę i rozpoczęły wojnę z ludźmi. Wydarzenia gry przenoszą nas do czasów drugiej inwazji, kiedy ludzie od dawna żyją pod ziemią i wysyłają raiderów na powierzchnię w poszukiwaniu zasobów. Wybieramy jedną z map, wychodzimy z jednego z bunkrów i zaczynamy przeszukiwać wszystko, co się da, żeby znaleźć potrzebne albo wartościowe surowce. Na wszystko mamy 30 minut i około 25 innych graczy na po prostu gigantycznej mapie. Cały trik polega na tym, że po wykonaniu swoich spraw trzeba przeprowadzić ekstrakcję, czyli odnaleźć punkt wyjścia i zwiać z mapy w jednym kawałku razem z lootem. Kiedy jeden gracz opuszcza serwer, jego miejsce od razu może zająć kolejny, dlatego zrespawnować można się zarówno na początku rundy – czyli przy 30 minutach – jak i około 16. minuty, ale nie później. Musicie znaleźć przedmioty questowe, topowy i mniej topowy loot, a później po prostu przeżyć. Bo po śmierci tracicie wszystko.

Arc Raiders to nie tylko gra, to test psychologiczny. Ogromna część innych produkcji bez przerwy próbuje zamknąć gracza w nieskończonych warstwach zasad i zadań, ograniczając nas, jakby zamykając w klatce, w której nie jesteśmy zdolni do podejmowania własnych decyzji, a jedynie idziemy przygotowaną wcześniej, wydeptaną ścieżką. Game design Arc Raiders jest pozbawiony tej obowiązkowości. Tak, niby trzeba wynieść jakiś dobry loot i w odpowiednim momencie się zmyć, ale w rzeczywistości nikt nie mówi wam, co macie robić. Przez całe 30 minut możecie po prostu strzelać do robotów albo polować na piękne widoki i nikt nie powie wam ani słowa. Trzeba jedynie zachować ogromną ostrożność, ponieważ przeciwników jest tutaj dużo, wszyscy są bardzo szybcy i dynamiczni, a po powaleniu na kolana postać nie może sama się podnieść – może zrobić to wyłącznie inny raider. I właśnie tutaj do gabinetu wchodzi doktor Freud.
Piekło to inni. Tak mówił Sartre i miał całkowitą rację. W Arc Raiders istnieje tryb solo oraz kooperacja dla trzech graczy – tutaj skupiamy się wyłącznie na solo. W Arc Raiders nigdy nie wiadomo, co siedzi w głowie gracza, którego właśnie spotkaliście. Nie ma żadnych zasad, dlatego ktoś może zacząć do was strzelać natychmiast, może zrobić to dopiero wtedy, gdy będziecie otwierać następną skrzynię – i jeszcze w plecy – albo przeciwnie, może się z wami połączyć i nawet podrzucić trochę lootu. Wszystko zależy od konkretnego gracza, jego humoru i sytuacji, a sytuacje ta gra generuje zawsze wyjątkowo ciekawe.

I tutaj od razu myślisz: „Przecież tu będą walić ze wszystkich stron, jeszcze do tego w plecy, znam takie gry”. I jesteście w błędzie. Kiedy pierwszy raz uruchomiłem tę grę, traktowałem ją jak wszystkie inne shootery – eliminuj innych graczy, zabieraj ich loot i masz łatwą wygraną. Można nawet przez całe 30 minut siedzieć niedaleko wyjścia ze snajperką w rękach i czekać na pokojowo nastawionych naiwniaków, żeby ich ograbić. Sam tak robiłem, w jednej rundzie potrafiłem wyeliminować nawet trzech raiderów i bez żadnych skrupułów ich lootować.
A później wszystko się zmieniło. Szczerze mówiąc, do dziś sam sobie się dziwię. To minęło, dla mnie nie ma już czegoś takiego w Arc Raiders. Byłem naprawdę zaskoczony sobą, kiedy zacząłem odczuwać współczucie wobec innych raiderów. Dawno nie widziałem tak ludzkich graczy. Arc Raiders to nie tylko gra, to lustro twojej duszy. I choć brzmi to niezwykle patetycznie, właśnie ta produkcja pokazuje cię jako człowieka i wystawia na widok twoje człowieczeństwo.
Nawet kiedy ktoś podle zabije cię od tyłu przy wyjściu i już jesteś gotowy w kolejnej rundzie robić dokładnie to samo innym raiderom – jakoś do tego nie dochodzi. Bo albo jeden z nich uratuje cię przed dronami, albo pomacha do ciebie ręką i rzuci amunicję, albo od razu spotkasz dwóch czy trzech gości, z którymi spokojnie można wspólnie przeszukiwać mapę. Jeśli gracze widzą, że polujesz na innych raiderów, sami potrafią natychmiast odpowiedzieć ołowiem. Z czasem pojawia się współczucie, zwykłe ludzkie emocje zrozumienia i wsparcia zamiast ciągłych zasadzek dla zysku. I to jest po prostu niesamowite!

Żeby pokazać, że jesteście normalnymi, pokojowo nastawionymi raiderami, można używać szybkich kwestii dialogowych albo latarki. Dlatego teksty takie jak „Hey, raider!” i „Don't shoot!” będą wam się śnić po wielu godzinach spędzonych w tej grze. Jeśli nie przywitacie się z daleka albo nie zaznaczycie swojej obecności latarką, inni gracze mogą od razu uznać was za zagrożenie i zacząć obserwować przez celownik.
Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś udaje dobrego, a później zabija was w plecy podczas lootowania skrzyni – przez około 70 godzin gry wydarzyło mi się to zaledwie kilka razy, ale było przykro. O tak, podłość występuje tutaj dokładnie tak samo jak w prawdziwym życiu. Ktoś tylko udaje przyjaciela, a sam od dawna ostrzy nóż, żeby uderzyć w plecy dokładnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewacie.
Takich delikwentów najczęściej można spotkać przy ekstrakcji. Aby wyjść z rundy, trzeba odnaleźć jedną z wind, nacisnąć przycisk wezwania, którego dźwięk przyciąga wszystkich przeciwników w pobliżu, chwilę poczekać, później wejść do środka i wpisać kod, żeby zjechać do Speranzy – podziemnego miasta raiderów. Właśnie podczas wpisywania kodu ktoś często może zaatakować was od tyłu. Ogólnie sposobów na złapanie albo wyeliminowanie innego raidera jest tutaj tyle, że można dostać zawrotu głowy. Dodajcie do tego mapy o cyklopowych rozmiarach i otrzymujecie zabawkę, od której nie będziecie chcieli odchodzić.

Na początku mówiłem, że ten materiał będzie zarówno recenzją, jak i poradnikiem. Opowiem więc o najważniejszych elementach gry i wyjaśnię, czego rzeczywiście potrzebujecie, a czego nie. Trzeba znaleźć potrzebny loot i wyjść żywym. Dlaczego do słowa „loot” nie dodałem przymiotnika „topowy”? Dlatego, że choć w Arc Raiders przedmioty dzielą się na różne klasy jakości, to właśnie potrzebny loot bardzo często wcale nie jest najwyższego poziomu. Przedmiotów jest bardzo dużo i, co najciekawsze, praktycznie nie ma tu zbędnego śmiecia. Zdecydowana większość rzeczy jest do czegoś potrzebna, a część z definicji przydaje się zawsze. Zanim jednak przejdziemy do tego tematu, warto dokładniej przyjrzeć się samemu gameplayowi.

Gra oferuje typową poziomą eksplorację z niewielką domieszką wertykalności. Nie ma żadnych pojazdów, nie ma żadnych oszustw z teleportami. Na własnych nogach przebiegniemy gigantyczne dystanse i choć mapy są naprawdę ogromne, można przemieszczać się po nich stosunkowo szybko, jeśli zna się sztuczki i ciekawe trasy. Zwykłe bieganie przed siebie niczym Manchester United po boisku tutaj nie wystarczy, ponieważ bez przerwy polują na was drony, a czasami również inni gracze. Przypominam – mowa o trybie solo, bo w kooperacji rozgrywka dużo częściej przeradza się w czyste PvP.
Drony są bardzo pomysłowe i całkiem inteligentne. I choć wszystkie typy przeciwników dałoby się mniej więcej policzyć na palcach obu rąk, ich wykonanie zdecydowanie nie zawodzi. Nawet kilka zwykłych dronów potrafi zagonić was w sytuację bez wyjścia.
Najciekawsze jest to, że drony nie dobijają graczy – graczy dobijają inni gracze. Albo po prostu umierają sami, kiedy skończy się HP. Zastrzyk adrenaliny pozwala szybciej biegać, ale podnieść siebie nie można. Na początku wydawało mi się to głupie, bo kiedy powalą cię gdzieś na kompletnym odludziu, jedynym wyjściem jest właściwie umrzeć. Później jednak zaczynasz rozumieć, że takie rozwiązanie bardzo dobrze trzyma balans.
Kiedy widzisz powalonego raidera, sam decydujesz, czy ma żyć, czy umrzeć, żebyś mógł zabrać jego rzeczy. Nawet jeśli masz dobre zamiary, nie zawsze znajdzie się w torbie defibrylator potrzebny do podniesienia gracza, więc taka śmierć niekoniecznie jest już na twoim sumieniu.
Czy istnieje tutaj jakaś tablica wyników z liczbą zabójstw? Oczywiście, że nie, ale cały system działa znacznie ciekawiej. Jeśli zaczniecie strzelać do wszystkich i zachowywać się tak, jakbyście grali w CS2, długo nie pociągniecie. Albo szybko ktoś was zdejmie, albo sama gra w kolejnej rundzie wrzuci was do podobnych miłośników PvP. I właśnie tam zaczyna się prawdziwe piekło.
Tam runda może rozpocząć się od strzału w głowę znikąd, nikt nie mruga latarką i nie mówi „Hello!”, tam po prostu wszyscy strzelają. I tutaj dochodzimy do najciekawszego – po śmierci tracicie cały loot razem z bronią! Wszystkie ulepszone giwery i zdobyte zasoby przepadają, a przed kolejną rundą musicie od nowa craftować albo kupować wyposażenie.
Po trzech czy czterech nieudanych rundach zaczyna być to naprawdę bolesne, bo nie ma ani broni, ani surowców potrzebnych do jej stworzenia. Można się tak wyzerować, że do następnej gry trzeba będzie wejść z najprostszym karabinem i dwudziestoma nabojami, nawet bez tarczy energetycznej.
Gra posiada również opcję wejścia z podstawowym darmowym zestawem, ale nie polecam na nim opierać rozgrywki, bo wtedy nikt nie boi się czegokolwiek stracić i cały mecz łatwo zamienia się w campienie i PvP. Dopiero kiedy macie coś do stracenia, zaczynacie myśleć głową i zachowywać się rozsądnie.
Kończąc ten temat: z agresywnej puli PvP można częściowo wydostać się dzięki opiniom po rundzie. Zaznaczacie, że taki rodzaj rozgrywki wam nie odpowiada, i matchmaking powinien częściej dobierać spokojniejszych graczy, a nie PvP-maniaków z pustym plecakiem i Ferrą 1 w rękach.

Arc Raiders nie tylko prezentuje niezwykle ciekawy i nietrywialny gameplay. Twórcy pokazują również, jak należy traktować własny produkt i ile miłości trzeba w niego wkładać. W przeciwieństwie do wielu innych gier online – i nie tylko online – autorzy Arc Raiders sami grają, bez przerwy słuchają społeczności i jej próśb oraz regularnie modernizują grę, sprawiając, że gameplay staje się coraz ciekawszy.
Doskonale rozumieją, że największą zaletą tej gry jest właśnie niejednoznaczność i niepewność dotycząca kolejnych działań. Co zrobi ten czy inny raider? Czy naprawdę warto mu zaufać, czy to kolejny szczur, który zabije was od tyłu? Czy warto połączyć się z innymi, żeby wspólnie lootować eventowe punkty, czy może lepiej zasadzić się i eliminować każdego przy wyjściu?
Twórcy nigdy nie zmuszają was do konkretnego działania, za to aktywnie wypełniają grę nowymi mapami, przeciwnikami, bronią i eventami. Schemat „zrobiliśmy raz i zapomnieliśmy” tutaj nie działa – jest dokładnie odwrotnie, i to jest świetne. Dzięki temu liczba graczy utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie, a do gry cały czas dołączają nowi raiderzy. Teraz przejdźmy do lore i rozłóżmy na części wszystkie najważniejsze elementy gameplayu.

Kiedy pierwszy raz wchodzicie do Arc Raiders, świat przedstawiony na mapach może wydawać się trochę ubogi. Mnóstwo wielkich, pustych przestrzeni, jakieś zniszczone budynki wymieszane z dziwaczną architekturą i cała masa zniszczonych robotów. W rzeczywistości absolutnie wszystko odpowiada lore gry, w które właśnie teraz się zagłębimy.
Akcja rozgrywa się w 2180 roku we Włoszech, gdzie ludzie żyją pod ziemią w mieście Speranza, być może ostatnim mieście na planecie. Około lat 2050. Ziemię zaczęły nawiedzać przerażające katastrofy naturalne, które zabiły ogromną część populacji. Jakby tego było mało, niedługo później rozpoczęła się obca inwazja robotów, które nazwano ARC – Alien Robotic Craft.
Rozpoczęła się wojna ludzi z maszynami, w której ludzkość zdołała odnieść zwycięstwo na terenie The Dam, gdzie możemy zobaczyć pozostałości pola bitwy. Później ludzie musieli jednak zejść pod ziemię, żeby przetrwać. Tam zbudowali Speranzę. Populacja rosła, zasobów ubywało. Pojawili się raiderzy, którzy ryzykują własnym życiem, żeby zdobywać potrzebne rzeczy na powierzchni.
I właśnie wtedy rozpoczyna się druga inwazja ARC. Tym razem roboty ewoluowały i stały się jeszcze silniejsze, choć tak jak poprzednia generacja nadal posiadają słabe punkty. Właśnie w tym momencie trafiamy do gry.

Historia ARC Raiders nie odsłania jeszcze wszystkich kart, ponieważ będzie rozwijana stopniowo wraz z kolejnymi aktualizacjami. Nikt dokładnie nie wie, skąd pochodzą ARC, ale istnieje teoria, że tak naprawdę mogą być dziełem człowieka, ponieważ posiadają oznaczenia zapisane ludzkim językiem.
Przed katastrofami i pierwszą inwazją ludzkość osiągnęła bardzo wysoki poziom rozwoju. Zaczęliśmy kolonizować kosmos, w dużej mierze za pieniądze wielkich firm i najbogatszych ludzi. Sami bogacze mieli zdołać uciec przed inwazją ARC, a część pozostałej ludzkości mogła przedostać się w kosmos i być może stworzyć kolonię na Księżycu.
Nie wiemy więc dokładnie, kto przeżył i gdzie się znajduje. Całkiem możliwe, że ARC zostały wysłane na Ziemię właśnie przez innych ludzi, żeby oczyścić planetę z ostatnich ocalałych i przygotować ją dla siebie. Ale tutaj również nie wszystko jest takie proste, ponieważ ARC nie zawsze zabijają ludzi – przede wszystkim ich ranią.
Wygląda na to, że ich celem może być pozyskiwanie z planety potrzebnych zasobów, a ludzie zwyczajnie przeszkadzają w wydobyciu. Jeśli nie opuścicie meczu przed upływem 30 minut, zobaczycie, jak na mapę spada potężny ładunek. I nadal nikt dokładnie nie wie, czyje ręce naprawdę za tym stoją.

Przejdźmy teraz do poszczególnych elementów gameplayu i zacznijmy od map. Obecnie jest ich pięć i właśnie to słowo „tylko” szybko przestanie wam pasować, kiedy po raz pierwszy znajdziecie się na jednej z nich. Rozmiary map są po prostu imponujące, a dodatkowo trzeba nauczyć się każdego zakątka, żeby wiedzieć, gdzie znaleźć dobry loot albo gdzie użyć konkretnego klucza.
Na każdej mapie występują białe, żółte i czerwone strefy. Czerwone oznaczają miejsca z najlepszym lootem, choć w rzeczywistości świetne rzeczy można często znaleźć nawet gdzieś na samym skraju mapy. W uproszczeniu większość ludzi od razu biegnie do czerwonych punktów, lootuje je i około 25. minuty rusza do wyjścia, podczas gdy gracze, którzy pojawili się później, albo szukają czegoś innego, albo sprawdzają już przeszukane miejsca, albo polują na ludzi i zabierają ich loot.
Czasami pojawienie się około 17. minuty jest nawet korzystniejsze, ponieważ można znaleźć mnóstwo ciał graczy zabitych przez roboty, których nikt jeszcze nie przeszukał. Jeden taki gracz może wystarczyć, żeby całkowicie zapełnić wasz plecak.
Przy mapach zobaczycie również eventy. Elektromagnetyczna burza tworzy na mapie miejsca, w których można dostać wyładowaniem prądu. Nocny rajd oznacza wyprawę z większą liczbą robotów, ale również cenniejszym lootem, a dodatkowo trwa dłużej od zwykłego rajdu.
Matriarcha oznacza pojawienie się głównego raid bossa, którego często trzeba eliminować praktycznie całym serwerem. Jest również event z bezzałogowymi maszynami, które lądują na ziemi i pozwalają pobierać próbki. Ten event posiada kolejnego raid bossa – Queen, która potrafi zrobić znacznie większe zamieszanie niż Matriarcha.
Ogólnie przeciwnicy trochę przypominają szachy: Queen jest królową, Matriarcha królem, Nemesis czymś w rodzaju gońca i tak dalej. Istniał również tryb Cold Snap, który nie pozwalał zbyt długo przebywać pod otwartym niebem, bo postać po prostu zamarzała. Wszystkie te eventy zmieniają mapę i zapewniają dodatkowe nagrody, loot oraz doświadczenie.

Teraz porozmawiajmy o loocie. Posiadacie magazyn, którego pojemność trzeba zwiększać za pieniądze. Na początku zbieramy praktycznie wszystko i sprzedajemy, najlepiej niebieskie przedmioty, żeby zgromadzić pierwszy kapitał. Później stopniowo kupujemy rozszerzenia magazynu za srebrne monety – to absolutna podstawa.
Za niebieskie monety można otwierać różne zestawy kosmetyczne, natomiast za żółte kupuje się skiny i różne drobiazgi. Żółtej waluty nie da się normalnie farmić, dlatego dobrze zastanówcie się, na jaki skin chcecie ją wydać.
W tej grze zawsze warto zbierać broń, amunicję, tarcze energetyczne, zestawy do lootowania, a także przedmioty fioletowej i żółtej jakości. Żółte są legendarne, dlatego trafiają się naprawdę rzadko. Zbieramy też bandaże oraz urządzenia do ładowania tarcz.
Każdy posiada własne pomieszczenie z warsztatami, które trzeba rozwijać. Każde stanowisko wymaga określonych zasobów. Ulepszony warsztat pozwala craftować cenniejszą broń i przedmioty, dlatego docelowo warto rozwinąć wszystkie do trzeciego poziomu.
Najważniejsze są przede wszystkim Gear Bench, Gunsmith i Medical, a także warsztat pozwalający przerabiać przedmioty na podstawowe komponenty, z których powstają najważniejsze materiały eksploatacyjne.
Przygotowanie do wyprawy wygląda mniej więcej tak: biorę niebieski albo fioletowy zestaw, tarczę energetyczną, dwa dobre bandaże, dwa urządzenia do ładowania tarczy, dwie bronie, po dwa stosy amunicji i zastrzyki adrenaliny, żeby biegać jak koń. To absolutnie podstawowy loadout, dla którego twórcy powinni przygotować jakieś szybkie menu.
Nie polecam zabierać zbyt wielu rzeczy, ponieważ umrzeć jest bardzo łatwo, a po śmierci wszystko przepada. Lepsze zestawy posiadają co najmniej dwie ukryte kieszenie, które pozwalają zachować wartościowy loot nawet po śmierci. Nie można jednak wkładać do nich broni.
Zestawy do lootowania mogą być medyczne, wojskowe albo nastawione bezpośrednio na przenoszenie przedmiotów. Te ostatnie są najbardziej pojemne, ale nie wszystkie pozwalają używać średniej tarczy energetycznej. Jeśli chcecie otrzymywać mniej obrażeń, można zabrać wojskowy zestaw i niebieską tarczę. W solo najczęściej gram jednak z zieloną tarczą i daje radę – najważniejsze, żeby nie wystawiać się bez potrzeby i nie być zbyt naiwnym.
Przypominam: to prawie psychologiczny eksperyment, a nie gra, dlatego zachowujcie ostrożność. Nawet najbardziej przyjazny raider może okazać się naprawdę nieprzyjemnym człowiekiem.

Żeby dokładnie omówić system walki i wszystkie rodzaje broni, potrzebny byłby osobny, ogromny materiał. Na razie ograniczymy się do najważniejszych informacji dotyczących skutecznej walki. Podstawą arsenału na początku jest karabin Ferra, który oddaje jeden strzał, po czym trzeba go przeładować. To jeden z najbardziej uniwersalnych wyborów zarówno przeciwko graczom, jak i robotom. Zwykle kilka trafień wystarcza, żeby pozbyć się podstawowego celu.
Później korzystamy między innymi ze Stitchera albo Rattlera. Stitcher z powiększonym magazynkiem na krótkim dystansie potrafi bardzo szybko wyeliminować przeciwnika, ale nie jest szczególnie dobry przeciwko robotom i zużywa sporo amunicji.
Przy każdej broni widoczny jest standardowy damage oraz obrażenia przeciwko ARC. Niektóre konstrukcje praktycznie nie radzą sobie z robotami, dlatego trzeba zwracać na to uwagę. Rattler sprawdza się w tym trochę lepiej, ale w PvP nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.
Broń trzeba również naprawiać, a do tego potrzebne są specjalne zasoby, takie jak Gun Parts czy złom. Dotyczy to także części wyposażenia i tarcz energetycznych. Broń można również ulepszać. Na początku warto rozwinąć Ferrę do czwartego poziomu.

Jednym z najbardziej uniwersalnych i najlepszych wyborów jest Anvil. W praktyce przypomina retrofuturystycznego Desert Eagle'a z ręcznym przeładowaniem. To właściwie podobna koncepcja do Ferry, ale broń przeładowuje się szybciej i posiada sześć nabojów zamiast jednego.
Z tym pistoletem biegam praktycznie zawsze. Kilka trafień wystarcza, żeby wyeliminować gracza z lekką tarczą albo zwykłego białego drona. Czasami wystarczą nawet dwa strzały, zależnie od tego, gdzie traficie.
Do Anvila polecam tłumik, ponieważ dźwięk odgrywa w tej grze ogromną rolę. To nie jest produkcja, w której można biegać z muzyką puszczoną w tle. Trzeba słuchać wszystkiego i wyłapywać najmniejsze szczegóły, żeby przeżyć.
Do Anvila można dobrać Stitchera, żeby szybko rozprawiać się z przeciwnikami w PvP. Istnieje również snajperka Osprey – w dużym uproszczeniu Ferra z celownikiem.
Spotkałem się z informacją, że dystans nie wpływa tutaj na obrażenia, ale nie należy traktować tego jako pewnik. Gra korzysta z balistyki i przy dalszych strzałach trzeba odpowiednio wyliczać trafienie. Niektóre bronie zadają również wyższe obrażenia przy trafieniu w głowę.
Później zaczynają wypadać między innymi Arpeggio, czyli automaty strzelające seriami po trzy pociski, które całkiem dobrze radzą sobie z robotami, a także karabiny maszynowe i różne granatniki pożerające gigantyczne ilości amunicji.
Bieg z wyciągniętą bronią jest wolniejszy niż sprint z pustymi rękami, dlatego ma to realny wpływ na czas, w którym dotrzecie do wartościowego punktu przed innymi graczami.
Dobrym wyborem w późniejszej fazie gry pozostaje Anvil albo ulepszony karabin Renegade, który wygląda, jakby przyjechał tutaj prosto z RDR2. Nie zawsze widzę sens w zabieraniu fioletowej broni na rajd, ponieważ można stracić ją przez kilka celnych trafień z dużo prostszej Ferry.
Nie zawsze wygrywa tutaj ten, kto strzela pierwszy, tylko ten, kto trafia celniej i potrafi strzelać z miejsca, którego przeciwnik się nie spodziewa. Oczywiście kierunek strzału można próbować ustalić po śladzie, ale zanim wykonacie przewrót albo wślizg, tarcza energetyczna może już zniknąć, a jej ponowne naładowanie wymaga czasu i bezpiecznej pozycji.

Na mapach znajdziecie różne klucze do drzwi. Dają one dostęp do zamkniętych pomieszczeń z wartościowym lootem. Problem w tym, że gra nie mówi wam dokładnie, gdzie znajdują się konkretne pokoje. Trzeba szukać samodzielnie i próbować zgadnąć lokalizację na podstawie nazwy klucza.
Nie zawsze działa to intuicyjnie, dlatego przy wielu kluczach trzeba po prostu sprawdzić, jaką dokładnie lokację otwierają. Na szczęście informacji na ten temat jest dużo. Same klucze zdecydowanie warto zbierać i podczas rundy trzymać w bezpiecznych kieszeniach.
Jeden dobry klucz może zapewnić jedną naprawdę udaną wyprawę, jeśli nikt wcześniej nie otworzył pomieszczenia. Z jednego pokoju, zależnie od jakości klucza, można wynieść praktycznie cały plecak wartościowego lootu.
Co robić z topowym lootem? Po pierwsze – ulepszać warsztaty i broń. Po drugie – craftować nowe giwery i materiały eksploatacyjne oraz wykonywać questy, za które otrzymujemy zarówno doświadczenie, jak i loot.
Jednymi z najcenniejszych rzeczy są blueprinty, czyli schematy craftingu. Mogą dotyczyć broni, min, granatów, urządzeń medycznych i wielu innych przedmiotów, dlatego zawsze warto ich szukać. Blueprint wystarczy nauczyć się jeden raz i później pozostaje dostępny.
Jednym z najważniejszych jest schemat Anvila i prostszych broni. Blueprint można znaleźć między innymi w odpowiednich punktach Spaceportu, a w internecie dostępne są mapy potencjalnych miejsc pojawiania się skrzynek i receptur.
I jeszcze jeden tip: jeśli chcecie znaleźć dużo blueprintów, grajcie na Stella Montis. To wyjątkowo mocna, niezwykle skomplikowana mapa. Jest bardzo ciekawa i dochodzi tutaj do dużej liczby starć PvP, ale jednocześnie liczba schematów i wartościowych zasobów jest naprawdę wysoka.

Na początku biegacie po mapach i myślicie: „Kurczę, tutaj jest tak mało miejsc z zasobami”. Później zaczynacie dokładniej patrzeć pod nogi, analizować architekturę i nagle okazuje się, że punktów jest mnóstwo, a do tego wszystkie podzielono na określone klasy.
Żeby rajd był bardziej przemyślany, trzeba zrozumieć, po co właściwie idziecie. Potrzebujecie elektroniki? Przeszukujcie skrzynki elektryczne i urządzenia. Potrzebujecie komponentów mechanicznych? Eliminujcie ARC i sprawdzajcie żółte oraz czerwone magazyny. Potrzebujecie medycyny? Idźcie do szpitala albo laboratoriów.
W zwykłej skrzynce elektrycznej raczej nie znajdziecie blueprintu, choć wyjątkowe dropy mogą się zdarzyć. Często można również rozkładać niebieskie przedmioty, ponieważ właśnie z nich wypadają komponenty potrzebne do questów albo rozbudowy warsztatów.
Z czasem dochodzi do momentu, kiedy nawet przy maksymalnie rozwiniętym magazynie zaczyna brakować miejsca. Trzeba sprzedawać, przerabiać materiały i cały czas przekładać rzeczy z jednego miejsca w drugie.
Obecnie gra nie posiada jednej konkretnej końcowej mety. Jedną z form endgame'u jest wysłanie swojej postaci na ekspedycję. Wymaga to rozwinięcia kolejnych poziomów i przygotowania wyprawy, po czym można wykonać swoisty reset postaci.
Później dostajecie nowego bohatera, którego ponownie trzeba rozwijać i ponownie szukać blueprintów, choć w zamian otrzymujecie również dodatkowe nagrody kosmetyczne. Ogólnie – chcecie, robicie reset; nie chcecie, gracie dalej. Za rozwijanie samych poziomów ekspedycji również otrzymuje się bonusy, więc warto w nie inwestować.
Druga kategoria lootu to przedmioty niezbędne. Wykorzystuje się je do craftingu podstawowych rzeczy, takich jak zestawy, tarcze energetyczne, naprawa broni i tym podobne.
Warto zbierać między innymi Simple Gun Parts, Mechanical Components, materiały Corrosive Explosive do craftingu materiałów wybuchowych, Durable Cloth do medycyny oraz ARC Power Cell do tworzenia tarcz energetycznych.
To często zwykły zielony drop, więc można pomyśleć, że jest niewiele wart, ale jeśli nie będziecie go regularnie zbierać, później trzeba będzie bez przerwy kupować te rzeczy od handlarzy, a nie zawsze mają wszystko na stanie.
Nie polecam natomiast zbierania dużej liczby najprostszych bandaży, bo nie można ich łatwo ulepszać do lepszych wersji. Nie ma też sensu nosić przesadnej liczby zastrzyków adrenaliny i materiałów eksploatacyjnych, bo tylko zapychają magazyn.

Arc Raiders posiada rozwój postaci, poziomy, drzewko umiejętności i questy, ale wszystko wygląda trochę inaczej, niż jesteśmy przyzwyczajeni. Questy najlepiej po prostu regularnie przyjmować, ponieważ duża część wykona się naturalnie podczas naszych działań, czasami nawet bez świadomego skupiania się na konkretnym celu.
Sam rozwój postaci nie odgrywa aż tak ogromnej roli. Najważniejsze jest rozwinięcie czerwonej gałęzi związanej z lootowaniem, trochę zielonej oraz część żółtej odpowiedzialnej za staminę. Czerwona gałąź jest praktycznie obowiązkowa, ponieważ pozwala sprawniej przeszukiwać przedmioty, a odpowiednia umiejętność z zielonej dodatkowo przyspiesza cały proces.
Gra nie posiada wielkiej wertykalności w stylu jetpacków czy spadochronów, dlatego bardzo łatwo rozbić się przy upadku. Jeśli spadacie ze średniej wysokości, tuż przed ziemią można wykonać przewrót i uniknąć części obrażeń. Nie działa to oczywiście przy ogromnych wysokościach – wtedy śmierć jest praktycznie pewna.
Trzeba nauczyć się dobrze parkourować, żeby szybko przemieszczać się po konstrukcjach zamiast za każdym razem szukać dziesiątek tajnych przejść, których rzeczywiście jest tutaj mnóstwo. Mapy zazwyczaj posiadają dwa poziomy: naziemny i podziemny. Dodajcie do tego wieżowce na niektórych lokacjach i otrzymujecie prawdziwy Disneyland.

Teraz przeciwnicy. W grze występują bardzo sprytni i inteligentni wrogowie, którzy potrafią zrobić z was sito praktycznie wszędzie. Często wszystko zaczyna się od jednego zwykłego drona, który przyciąga dwa albo trzy kolejne i po chwili kończy się powaleniem gracza.
Istnieją drony, które celowo was wyszukują i wysyłają sygnał do pobliskich jednostek, a te zlatują się niczym rój pszczół. Są również małe latające maszyny pomagające naprowadzać cięższych przeciwników. Nemesis potrafi zdjąć ogromną część zdrowia zaledwie kilkoma trafieniami, a Queen może was po prostu rozdeptać.
Z każdym typem przeciwnika wiąże się osobna strategia walki. Białe drony najlepiej atakować w elementy chłodzenia albo centralną część konstrukcji. Jeśli traficie Anvilem w odpowiedni słaby punkt, wystarczą czasem dwa pociski. Warto również uszkadzać elementy stabilizujące, żeby dron miał problem z celowaniem.
Czarne drony – Hornety – najlepiej eliminować przez ostrzał dwóch tylnych silników. ARC są z natury białe – można to potraktować jak ich „skórę”. Czarne maszyny posiadają dodatkowy pancerz, więc trzeba szukać miejsc, w których spod niego przebijają białe elementy.
Istnieją także małe mechaniczne pająki, które skaczą na twarz i nie pozwalają strzelać, dopóki ich nie zrzucicie. Z Anvila zazwyczaj wystarczy pojedynczy pocisk, z lżejszej broni potrzeba więcej.
Kolejny typ to szybkie wybuchowe maszyny, które potrafią eksplodować pod nogami i zabrać prawie całą tarczę energetyczną. Zabija się je łatwo, ale są bardzo szybkie, dlatego powolna broń może być ryzykowna.
Inna odmiana działa jak ognista kula. Najlepiej poczekać, aż podjedzie i odsłoni słaby punkt, a następnie szybko ją zniszczyć. Po śmierci pozostawia ogień, od którego również można się zapalić.
Jest też wędrująca opancerzona kula, którą zwykle warto zaczepiać głównie wtedy, kiedy wymaga tego quest. Nie oferuje szczególnie interesujących nagród i częściej ucieka, niż atakuje.
Dalej mamy Snitcha – właśnie tę jednostkę, która podnosi alarm i przywołuje pozostałe maszyny. Albo eliminujemy ją natychmiast, albo chowamy się i omijamy.
Spottery są częścią systemu Bombardiera. Te małe jednostki pomagają mu kalibrować ostrzał. Jeśli zobaczycie skierowany na siebie żółty laser, trzeba jak najszybciej uciekać z tego miejsca, ponieważ za chwilę spadną tam pociski.
Najpierw eliminujemy Spottery, a dopiero później samego Bombardiera. W jego przypadku warto celować w słabe punkty konstrukcji albo używać granatów z większego dystansu.
Podobna taktyka działa na Bastiona, czyli dużą maszynę wyposażoną w karabin maszynowy.
W grze występują również turrety. Szczególnie niebezpieczna jest wersja snajperska. Posiada z tyłu żółty słaby punkt, którego trafienie może natychmiast zniszczyć konstrukcję. Z takich przeciwników można zdobywać między innymi Sentinel Firing Core, potrzebny do ulepszania stanowiska z bronią.
Leaper, czyli wielki mechaniczny pająk, jest bardzo niebezpiecznym, ale jednocześnie niezbyt inteligentnym przeciwnikiem. Najlepiej walczyć z nim z miejsca, do którego nie może dotrzeć, ponieważ potrafi skakać na ogromne odległości i zadawać bardzo duże obrażenia.
Często sam zakleszcza się w miejscach, z których nie potrafi wyjść. Jego głównym słabym punktem jest oko, a dodatkowo bardzo źle reaguje na ogień.
Kolejnym wyjątkowo nieprzyjemnym przeciwnikiem jest Shredder. Ta szybka maszyna jest bardzo trudna do zgubienia i niełatwa do zniszczenia. Potrafi błyskawicznie rozprawić się ze wszystkim dookoła, dlatego najlepiej walczyć z nią z osłony. Na Stella Montis często rozsądniej jest ją po prostu ominąć.
Jedno z najbardziej zaszczytnych miejsc na liście największych drani zajmuje Rocketier. To tutejszy odpowiednik Nemesisa, który potrafi wyeliminować gracza w zaledwie kilka trafień. Najczęściej lepiej go w ogóle nie zaczepiać, ponieważ nagroda nie rekompensuje zużytej amunicji i straconego zdrowia.
Jeśli jednak was zauważy, najlepiej spróbować uciec zamiast od razu podejmować walkę. Jego słabe punkty znajdują się między innymi przy jednostkach napędowych, ale potrzeba sporo celnych trafień. Istnieją również bardziej kreatywne sposoby unieszkodliwienia maszyny, po których może spaść i rozbić się o ziemię. Tego typu obrażenia środowiskowe również działają – roboty naprawdę mogą uderzyć w przeszkodę i rozpaść się na części.
Na końcu pozostają dwa raid bossy, z którymi często walczy praktycznie cały serwer. A kiedy boss w końcu padnie, rozpoczyna się drugi wyścig: kto pierwszy dotrze do wraku, ten zgarnia najważniejszy rdzeń.

Na sam koniec kilka słów o tym, jak pozostać niezauważonym. Starajcie się nie biegać bez przerwy jak szaleni i przede wszystkim nie róbcie tego na otwartych przestrzeniach, które można ostrzelać praktycznie ze wszystkich stron.Zwracajcie uwagę na kamery, które zdradzają waszą pozycję dźwiękiem – hałas może przyciągnąć zarówno ARC, jak i innych graczy. Przy korzystaniu z lin kierujcie kamerę dokładnie tam, gdzie chcecie pojechać. Chcecie jechać do góry? Patrzcie do góry.Część upadków z wysokości można uratować parkourem, jeśli uda się zaczepić o element konstrukcji albo wykonać przewrót tuż przed lądowaniem.Warto nosić granaty dymne, ponieważ potrafią uratować życie w krytycznej sytuacji. Przydaje się również kilka zastrzyków adrenaliny, żeby szybciej przemieszczać się po mapie i oszczędzać czas.Dobrze mieć przy sobie kilka granatów na cięższych przeciwników. Miny, pułapki i podobne urządzenia mogą natomiast przydać się przeciwko innym graczom albo podczas zabezpieczania pozycji.Kiedy gracz zostaje powalony, automatycznie pojawia się czerwony sygnał świetlny. To znak, że gdzieś w pobliżu trwa PvP albo komuś potrzebna jest pomoc.Takie sygnały można również wykorzystać jako element podstępu, dlatego nigdy nie należy podchodzić do nich bez zastanowienia. Arc Raiders cały czas nagradza obserwację, cierpliwość i umiejętność przewidywania zachowania zarówno maszyn, jak i ludzi.Polowanie na innych ludzi w tej grze potrafi być naprawdę bezcennym źródłem emocji.