Komputery, laptopy, podzespoły, peryferia i akcesoria w atrakcyjnych cenach Katalog produktów
#poradniki-do-gier

Denacifikacja Moskwy w grze „Metro 2039”

Denacifikacja Moskwy w grze „Metro 2039”

Gra o rosji bez języka rosyjskiego – jak wam się podobają takie skriepy? Zapowiedź Metro 2039 zasiała panikę w internecie. Jednych gra zdezorientowała gigantyczną liczbą jaskrawych efektów i halunów nowego głównego bohatera, innych zabolało natomiast to, że w grze pojawiła się polityka. 4A Games demonstruje prostą prawdę – nic nie pozostaje bez konsekwencji, zamieniając Moskwę w radioaktywną pustynię, którą trzeba zdenazyfikować.  Komputery gamingowe znajdziecie już w Artline, a nowe wiosenne zniżki od Logitech czekają na was w naszym sklepie internetowym.

16 kwietnia odbyła się zapowiedź nowej części Metro. Jak się okazało, nowa odsłona pozbyła się czwórki z tytułu i zrobiła krok w niedaleką przyszłość, w której sytuacja na powierzchni wcale się nie poprawia. Niektórzy na naszych terenach zadawali sobie pytanie: „Czy seria powinna po raz kolejny rozgrywać się na terytorium Orkostanu?”, ale myślę, że po zapowiedzi każdy zaniepokojony stał się zaciekawiony, ponieważ sytuacja w Moskwie w 2039 roku jest aluzją do sytuacji dzisiejszej.

Nowy bohater o pseudonimie Obcy zostaje zmuszony do powrotu do Moskwy, gdzie stacjonuje nowe ugrupowanie „Noworeich”, stworzone przez byłego Spartanina Huntera. Trochę klimatów z Wolfenstein i bezpośrednie nawiązania do porywania przez rosję ukraińskich dzieci, faszerowania ich propagandą, nazizmu oraz ogólnej iluzji szczęścia, w której istnieją wrogowie chcący zniszczyć naszą piękną wioskę. Na razie prawdziwe imię głównego bohatera nie zostało ujawnione, ale wygląda na to, że był jednym z porwanych dzieci.

Bohatera prześladują halucynacje i koszmary na jawie, co pokazano nam w zwiastunie, wciskając do metra przedziwne domy, fire show i niewidomych Cyganów. Według twórców ta część będzie najbardziej ponura i klimatyczna w całej serii i wygląda na to, że przynajmniej częściowo tę atmosferę zbudują właśnie potężne halucynacje z ogniem, łańcuchami i innym diabelstwem, którym z jakiegoś powodu autorzy postanowili się mocno zainteresować.

Twórcy podkreślają, że Metro 2039 jest grą ukraińską, a nie rosyjską. Chłopaki opowiadają o pracy w trudnych warunkach wojennych oraz o tym, jak mocno koncepcja gry zmieniła się po inwazji orków. O bardziej przerażającej atmosferze mówił również autor powieści z serii, Dmitrij Głuchowski, którego zapytano, czy w grze pojawi się język rosyjski. Głuchowski technicznie wykręcił się od odpowiedzi, mówiąc, że nie może zdradzać niczego o grze przed jej premierą, co wywołało wśród rusaków prawdziwą panikę. Gra o rosji, napisana na podstawie powieści rosyjskiego pisarza i tworzona we współpracy z tym samym rosyjskim pisarzem, nie będzie miała języka rosyjskiego – wreszcie ludzie doszli do tego, że klin wybija się klinem, a co zasiejesz, to zbierzesz. Nie zdziwię się, jeśli już za kilka dni gra zostanie z tego powodu zbanowana na bagnach, ale przecież my znamy prawdę. Gorzką prawdę, w której rusaki tak czy inaczej będą grały w STALKER-a albo Metro, słuchając melodyjnego, słowiczego ukraińskiego.

Na samym końcu chłopaki pokazali nam najwyżej 10 sekund gameplayu – całkowicie klasycznego gameplayu, w którym skacze na was potwór, przypominając sto tysięcy analogicznych sytuacji z Metro. Czyli przez 15 minut zapowiedzi tak naprawdę pokazano nam wyłącznie CGI oraz deweloperów czytających tekst z promptera, podczas gdy samej gry było tutaj tyle, co kot napłakał. Cóż, być może jest jeszcze za wcześnie, żeby pokazywać najróżniejsze niedoróbki, które przez dwa lata będą poprawiane patchami, ale i tak nigdy nie zostaną naprawione, dlatego lepiej poczekać i dostać ten słynny „efekt wow”.

Moje przypuszczenia są następujące: będzie to absolutnie typowa odsłona Metro, która będzie ciążyć w stronę pierwszych, korytarzowych części serii ze skryptowanymi jumpscare'ami i całą masą halunów, które tak mocno mieszają w głowie, że nie jesteś w stanie ogarnąć, gdzie kończy się rzeczywistość – i właśnie na tym skupią się elementy horroru, bo Metro potrafi straszyć głównie niespodziewanymi mutantami skaczącymi prosto na twarz i próbującymi cię wyssać jak babcia w dzieciństwie po dwudziestce za kolędowanie.

Nie zabrakło też wzmianki o najróżniejszych cudownych technologiach, które mają tworzyć NIESAMOWITĄ grafikę, ale w praktyce widzę tutaj po prostu lekko ulepszoną oprawę Metro Exodus. Czy w grze pojawią się duże otwarte lokacje jak w Exodus? Przecież była to dobra decyzja, która pchała serię do przodu zamiast trzymania się skryptowanego, korytarzowego shootera, który od czasu do czasu uwielbia zamieniać się w symulator rodziny z milutkimi rozmowami o życiu. To ważne, ponieważ schemat: wypad do Metra – coś idzie niezgodnie z planem – szukanie drogi okrężnej i powrót do Metra zdążył się już trochę przejeść. Chciałoby się więcej contentu właśnie na powierzchni, tak jak w poprzedniej grze.

Myślę, że twórcy porządnie to wszystko urozmaicą, żeby ostatecznie otrzymać pełnoprawny akcyjniak z elementami horroru. Na razie o gameplayu nie wiadomo praktycznie nic, więc pozostaje czekać na kolejne wiadomości. Gra ukaże się już tej zimy, a póki co możemy dodać ją do listy życzeń na Steam. Napiszcie, co o tym wszystkim myślicie i czy zamierzacie robić preorder.