Komputery, laptopy, podzespoły, peryferia i akcesoria w atrakcyjnych cenach Katalog produktów
#poradniki-do-gier

Geopolityka świata Wiedźmina: imperium Nilfgaardu

Geopolityka świata Wiedźmina: imperium Nilfgaardu

Imperium Nilfgaardu w sadze Wiedźmin często występuje w roli wielkiego zła, które pragnie podbić świat. Ekspansja i podporządkowanie to główne priorytety Nilfgaardu, a imperium podąża drogą do ich realizacji już od ponad pół wieku. W większości przypadków na tym kończy się wiedza o Nilfgaardzie: w książkach wszystko opiera się na konfrontacji militarnej, podczas gdy w trzecim Wiedźminie sytuacja sprowadza się bardziej do starcia kultur. O codziennym życiu i kulturze Nilfgaardczyków nie dowiadujemy się jednak zbyt wiele, choć tak naprawdę nazywanie wszystkich mieszkańców imperium Nilfgaardczykami jest błędem, a samo imperium jest stosunkowo świeżym zjawiskiem w świecie Wiedźmina, ponieważ ta struktura w pełni uformowała się już po narodzinach Geralta. Rozsiądźcie się wygodnie, bo dzisiejsza podróż po królestwach Wiedźmina zaprowadziła nas do Nilfgaardu – gigantycznego imperium, o którym tak naprawdę wiemy zaskakująco niewiele. To druga część geopolityki świata Wiedźmina.

Imperium Nilfgaardu rozciąga się na połowie znanego nam Kontynentu, na którym rozgrywają się wydarzenia książek i gier. Pod względem powierzchni Nilfgaard przewyższa wszystkie królestwa Północy razem wzięte, ale jeśli cofniemy się po osi czasu od wydarzeń Wiedźmin 3: Krew i Wino w 1275 roku o 75 lat, Nilfgaard będzie wyglądał jak niewielkie królestwo położone na samym południu znanego Kontynentu. Opowieść o tym kraju trzeba rozpocząć od historycznych odmętów, ponieważ tylko wtedy będziemy w stanie w pełni zrozumieć kulturowy krajobraz Nilfgaardu i zobaczyć rzecz najważniejszą – jego drogę do stania się imperium. Zarówno w książkach, jak i w grach Nilfgaard zawsze pokazywany jest tylko z jednej strony – jako wielkie imperium, które chce podbić świat. Tyle że w skład tego imperium wchodzi wiele innych, zupełnie różnych krajów z własną historią i ciekawymi wydarzeniami. Niejednokrotnie słyszeliście ich nazwy, ale niewiele można się o nich dowiedzieć, jeśli samemu nie zaczniecie przekopywać źródeł. A historie tych miejsc zasługują na osobną, pełnoprawną grę z ponad 200 godzinami przejścia.

Skąd właściwie wzięli się Nilfgaardczycy? Kim są – jakimś całkowicie odmiennym plemieniem, a może nawet inną rasą? Sami Nilfgaardczycy datują początek swojej historii na II wiek naszej ery, kiedy osadnicy Pierwszego Lądowania dotarli do brzegów doliny Alba na Południu. W tamtych czasach krainę zamieszkiwał lud Dhu Seidhe, czyli elfy. Dawno temu Dhu Seidhe odłączyli się od ludu Aen Seidhe i stworzyli własną cywilizację w dolinie Alba, posiadającą także własny dialekt Starszej Mowy. Nazwa Dhu Seidhe oznacza lud Czarnych Gór, całkiem możliwe więc, że dominowały wśród nich również czarne włosy. Lud ten zdołał nie tylko współistnieć z Nilfgaardczykami, ale również ich zasymilować. Z tego pokrewieństwa narodzili się Nilfgaardczycy tacy, jakich znamy. Przejęli kulturowe tradycje oraz język Starożytnych Elfów, jednak ich ludzka część również da o sobie znać – tyle że później, po tysiącu lat, kiedy objawi się pragnieniem rabowania, zabijania i podporządkowywania.

W tej krainie, na brzegach doliny Alba, Nilfgaardczycy założyli własne królestwo. Dokładnej daty jego powstania nie znamy, podobnie jak daty założenia stolicy, która również nazywa się Nilfgaard. Określa się ją także mianem Miasta Złotych Wież. Nikt nie wie dokładnie, kto właściwie zbudował miasto: czy czarne elfy przed przybyciem ludzi, czy ich wspólni potomkowie. Niestety nadal nie posiadamy oficjalnej mapy świata pochodzącej od samego pisarza, dlatego nie możemy stwierdzić, czy Nilfgaard stanowi najbardziej wysunięty na południe punkt Kontynentu, czy jeszcze dalej znajdują się piaszczyste ziemie prowadzące do kolejnych krain. Nilfgaard często przedstawiany jest właśnie jako ostatni punkt na południu, za którym znajduje się już morze – przyjmijmy ten wariant za prawdziwy, opierając się na prostym założeniu: właśnie takie położenie geograficzne pozwoliło Nilfgaardowi rosnąć w siłę zarówno ekonomicznie, jak i militarnie. Od strony morza nikt nie zaatakuje, a dostęp do niego otwiera drogę do jego bogactw. Tak niewielkie królestwo na dalekim południu, osłonięte z jednej strony morzem, a z drugiej wielką rzeką Alba, powoli i po cichu rosło w siłę, żeby później przekształcić się w największe państwo świata.

Nie wszystko wyglądało jednak tak różowo podczas tysiąca lat kształtowania się Nilfgaardu. Wyżej nad rzeką Alba znajdowało się królestwo Gemmera. Było to również starożytne królestwo, na którego ziemiach przed Pierwszym Lądowaniem także żyły elfy. Kiedy tereny te zasiedlił wojowniczy lud Gemmerów, elfów już tam nie było, dlatego Gemmerowie nie przeszli procesu asymilacji i nie poznali kulturowych wartości starożytnego ludu. Zamiast tego budowali własne. Opisywano ich jako niezwykle szczerych i uprzejmych, ale jednocześnie wyjątkowo wojowniczych oraz okrutnych. Przez długi czas to właśnie oni byli postrachem całego regionu. Gemmerowie napadali na sąsiednie królestwa, a jednym z nich był Nilfgaard, który nieustannie odpierał ich ataki i nie pozwalał najeźdźcom przedostać się dalej.

Warto zaznaczyć, że Gemmerowie nie byli do końca barbarzyńcami, choć często właśnie tak się ich określa. Posiadali monarchiczny system rządów z królem na czele, a królewskimi doradcami byli magowie i druidzi. Sami mieszkańcy byli wysocy i potężnie zbudowani, a w walce preferowali topory. Gemmerowie słynęli również ze świetnej jazdy konnej oraz masowych gwałtów dokonywanych na oczach rodzin pokonanych. Kraina była bogata w dwimeryt i ziemniaki, miała górzysty charakter oraz dostęp do morza, dzięki czemu zajmowano się tam połowem pereł.

Najazdy Gemmery trwały aż do XII wieku. To właśnie początek XII stulecia stał się dla Nilfgaardu nowym punktem odniesienia – początkiem wielkiego Imperium, które miało podbić świat. Jak ci ludzie żyli przez poprzedni tysiąc lat – nie wiadomo, ale wiemy, że już w 1135 roku Nilfgaard przekształca się z królestwa w Imperium pod rządami Torresa var Emreisa, pierwszego cesarza. Rozpoczyna on wojny z sąsiednimi państwami, konkretnie z Gemmerą oraz Vicovaro. Ataki Gemmery zostały po prostu odparte, natomiast Vicovaro cesarz Torres zdołał na krótko podbić. Niedługo później królestwo ponownie uwolniło się spod jarzma i odzyskało wolność, lecz Nilfgaard nie porzucił planów przejęcia obu państw. Potrzebna była do tego nie tylko armia, ale również idea narodowa, która zmotywowałaby ludzi do walki i umierania za własne państwo. Początkowo taką ideę próbowano oprzeć na religii – kulcie Wielkiego Słońca, którego najwyższym kapłanem, na osobisty rozkaz Torresa, został sam cesarz. Jak widzicie, polityczna i religijna propaganda nieprzypadkowo wybrała Słońce na swój symbol, ponieważ Nilfgaard utożsamiał się ze światłem i dobrem, które powinno pokonać ciemność. Te narracje celowo odsyłają nas do III Rzeszy – u Sapkowskiego znajduje się bardzo wiele odniesień do reżimu Hitlera, choć należy zaznaczyć, że większość z nich dotyczy późniejszej historii Nilfgaardu, podczas gdy jego wczesne dzieje przedstawiają to państwo bardziej jako starożytny Rzym. Swastyka nazistów, swoją drogą, również wiąże się ze słońcem, jeśli znacie historię jej wschodniego pochodzenia.

Rozpoczęło się ideologiczne przygotowywanie Nilfgaardczyków do przyszłych wojen i propaganda ich wyjątkowości. Bo rzeczywiście, Nilfgaardczycy są jedynymi ludźmi w regionie, którzy zasymilowali się ze starożytnymi elfami, przejmując ich wysoką kulturę oraz tradycje. Właśnie takie dziedzictwo miało świadczyć o ich wyjątkowości i prawie do panowania nad wszystkimi pozostałymi barbarzyńskimi ludami. I rzeczywiście Nilfgaardczycy nazywają wszystkich barbarzyńcami – to bardzo czytelny przykład starożytnego Rzymu, który robił dokładnie to samo i miał ku temu własne powody. Nilfgaardczycy golą nawet brody, podobnie jak niegdyś Rzymianie, żeby odróżniać się od barbarzyńców, którzy albo kultywowali brody, albo po prostu mieli taką tradycję. To właśnie starożytne elfickie fundamenty kulturowe pozwalają Czarnym patrzeć na samych siebie z wyższością. Wszystko razem zbudowało Nilfgaard, który tak dobrze znamy.

Prawdziwa jazda zaczęła się wraz z nadejściem 1200 roku. Na tronie Nilfgaardu zasiada syn Torresa – Fergus, który kontynuuje podbojową działalność ojca. Fergus decyduje się na niezwykle bezczelną wyprawę przeciwko królestwu Etolii – na różnych mapach przedstawia się ją w różnych miejscach, ale wszystkie zgadzają się w jednym: Etolia leży na północ od Nilfgaardu. Czym właściwie była Etolia? Można pomyśleć, że jakimś niewielkim górskim krajem, który łatwo podbić i mieć z głowy. W rzeczywistości Etolia była najpotężniejszym królestwem w całym regionie. Cywilizacja ta istniała od starożytności i to właśnie spod jej skrzydeł wyrosło wiele innych, w tym nilfgaardzka. Nilfgaardczycy jeszcze w dawnych czasach przejęli idee i kulturowy dorobek Etolii, wbudowując je we własną kulturę. Przed inwazją królestwo żyło sobie spokojnie i bogato. Na początku XIII wieku zamieniło się jednak w ostrzeżenie dla wrogów Nilfgaardu – Fergus podbił Etolię i zniszczył wszystkie jej wartości kulturowe oraz duchowe, łamiąc tym samym ducha narodu. Podbój był brutalny i stał się pierwszym krokiem w budowie prawdziwego imperium.

Patrząc na los Etolii, Vicovaro postanowiło nie ryzykować i z własnej woli wejść w skład Imperium. Tutaj Nilfgaard demonstruje taktykę Aleksandra Macedońskiego – zachęca i nagradza tych władców, którzy zgadzają się dołączyć do jego świata i kontynuować jego dzieło. Takich ludzi Nilfgaard wynagradzał i pozwalał im żyć według własnych zasad, oczywiście z pewnymi ALE, jednak życie nadal toczyło się w warunkach pokoju i względnego spokoju.

O Vicovaro najprawdopodobniej słyszeliście od Geralta, który po pijaku darł się z nieprzyzwoitymi piosenkami o pewnej złośliwej dziewce. W rzeczywistości Vicovaro również jest niemal bastionem cywilizacji Południa. Królestwo istniało od starożytności, a źródła opisują je wręcz jako cywilizację vicovarską. Nilfgaardczycy również od tych ludzi przejęli niegdyś wiele dobrego, a później regularnie próbowali ich podbić. Vicovaro było jednak bardzo bogatym krajem z całą masą zamożnej szlachty posiadającej własne, praktycznie niezdobyte zamki. Państwo jest górzyste, więc jego podbój był trudny. Mimo to w 1216 roku panowie z Vicovaro spojrzeli na smutny los Etolii i zdecydowali, że sami staną się częścią Imperium. Nilfgaard z radością przyjął Vicovaro, a później kraj żył sobie naprawdę całkiem dobrze i na wysokim poziomie. Tyle że od tej chwili wszystko było ukierunkowane na asymilację z Nilfgaardem – szlachta wysyłała dzieci do Akademii Nilfgaardzkiej, a język nilfgaardzki cieszył się wysokim prestiżem. Mieszkańcy Vicovaro nadal jednak byli niezwykle dumni ze swojego pochodzenia i wartości kulturowych własnego narodu.

Po Vicovaro głównym celem Nilfgaardu została Gemmera. Żeby ją podbić, cesarz Fergus zebrał wojska obu nowo podporządkowanych królestw i ruszył przeciwko Gemmerze. Rozprawa ze starym, irytującym wrogiem była brutalna. Choć Gemmerowie byli silnymi wojownikami, a ich kraj pokrywały góry ułatwiające obronę, upadli dość szybko. Jedyny mniej więcej godny opór stawił rycerz-bohater Ulster Shapka, ale również stracił głowę. Prawie cały lud Gemmerów został wymordowany, przy życiu pozostawiono jedynie pasterzy żyjących na odległych połoninach. Stało się to w 1226 roku.

Żebyście lepiej zrozumieli skalę czasu, powiem tylko, że kiedy upadła Etolia, Geralt z Rivii miał już 53 lata. W czasie wydarzeń z Wiedźmina 3 Geralt miał 99 lat, ponieważ urodził się w 1173 roku. Wychodzi więc na to, że nawet pierwsze podboje Nilfgaardu należą do historii najnowszej i wydarzyły się stosunkowo niedawno. Od 1226 roku Nilfgaard nie prowadził wojen zaborczych, czekając i gromadząc siły. W 1233 roku cesarz Fergus zostaje zamordowany przez spiskowców ze swojego najbliższego otoczenia, po czym na tronie zasiada tak zwany Uzurpator. Zamienia on syna Fergusa – Emhyra – w potwora, jeża, żeby pozbawić go praw do tronu, następnie wypuszcza go do lasu i szczuje psami. Jeżowi udaje się jednak uciec – buntownicy nie wiedzieli, że nocą odzyskuje ludzką postać. Wraz z najbliższymi poplecznikami Jeż udaje się do doliny Marnadal zgodnie ze wskazówką astrologa, ponieważ właśnie tam ma znaleźć to, czego szuka. Dolina ta leży na terytorium królestwa Cintry. W 1236 roku Jeż ratuje w lesie króla Cintry przed dzikimi zwierzętami – władca wpadł do wąwozu i zwichnął nogę. Jeż korzysta z Prawa Niespodzianki, choć w rzeczywistości wiedział, że powinien to zrobić, ponieważ tak powiedział mu astrolog. Tymczasem Imperium ponownie przygotowuje się do wojny.

Nowa okazja zapukała do okna w 1239 roku. Wtedy właśnie w sąsiednim królestwie Ebbing rozpoczęła się walka o tron pomiędzy kilkoma kandydatami. Nilfgaard wykorzystał sytuację, wkroczył z wojskiem i pozbawił tronu wszystkich chętnych. To właśnie stąd biorą początek Wojny Północne, mimo że przez następne dziesięć lat Nilfgaard bez większych przeszkód przejmuje Maecht i Geso. W Maechcie cesarz pozostawia pewną autonomię oraz wybory lokalnego władcy, który tak czy inaczej staje się marionetką imperatora, natomiast w Geso miejscowe władze skapitulowały bez walki. To górzyste państwa pełne rzek, lasów i połonin, zajmujące się głównie hodowlą bydła oraz handlem futrami. Produkowano tutaj również broń, ale krasnoludy odpowiedzialne za jej wytwarzanie po podboju Maechtu uciekły w góry, choć i tak nie zdołały uciec przed ręką Nilfgaardu. Nie uciekło również królestwo Metinny, podbite w 1241 roku. W walce o królestwo brał udział temerski książę Crispin, który właśnie tam zaginął bez śladu. Ostatecznie Metinna otrzymała częściową autonomię, podobnie jak później Toussaint.

Łakomym kąskiem dla Nilfgaardu stał się Nazair. Nazair był jednym z najbogatszych królestw Południa i funkcjonował jako centrum handlu. Państwo prowadziło wymianę zarówno z południem, jak i z północą, ponieważ jego położenie geograficzne było dla takiej działalności więcej niż korzystne. Królestwo posiadało również własną dynastię panującą i własną szlachtę, często wywodzącą się z różnych klanów górali. Kraj jest niezwykle barwny pod względem geografii: od niedostępnych gór po gęste lasy i zarośla, które kupcy omijają szerokim łukiem. I nie bez powodu, ponieważ w Nazairze działa mnóstwo bandyckich klanów i zwykłych rozbójników, zawsze chętnych na cudzą własność. Lud ten słynie ze swojego zbójeckiego charakteru. Przez stulecia bandyckie klany na wybrzeżu walczyły między sobą. Do niektórych regionów nawet po podboju nie zapuszczają się nilfgaardzcy żołnierze.

Kraina jest niezwykle bogata w srebro oraz cynober, z których wytwarza się wyszukane wyroby sprzedawane za wysokie ceny. Słynie także z niebieskich róż, które rosną wyłącznie tutaj i kosztują tyle co cały zamek. To właśnie stąd Krwawy Baron przywiózł je kiedyś swojej żonie. Jeśli wydaje wam się, że nie znacie nikogo z Nazairu, przypomnijcie sobie Dettlaffa – pochodzi właśnie stąd. Tutaj lubią porządnie zjeść i równie porządnie się zabawić – Nazair znany jest ze swoich wyszukanych potraw oraz głośnych knajp. Znany jest także ze swojej wojowniczości – Nazair wielokrotnie walczył z Cintrą, a później stosunki pomiędzy państwami pozostawały mocno napięte. Mimo zamiłowania do rabunku i wojny Nazair nie zdołał powstrzymać najazdu Nilfgaardu i przegrał ciężką wojnę, stając się jego prowincją.

W 1251 roku dochodzi do tej samej historii z Jeżem i cintryjską księżniczką. Miłość Pavetty zdejmuje klątwę z Emhyra, oboje biorą ślub, a później ich statek trafia w sztorm i żona tonie. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. W rzeczywistości ani burza, ani śmierć Pavetty nie były przypadkiem, choć właśnie tego słowa używał Emhyr w swoich wyjaśnieniach. Przed morską podróżą Emhyra odwiedza czarodziej Vilgefortz, który proponuje mu przeprowadzenie przewrotu w Nilfgaardzie i przejęcie tronu. Vilgefortz opowiada mu o przepowiedni Ithlinne, o jego córce Cirilli i jej roli w całej historii. Sam mówi, że zależy mu na władzy i właśnie dlatego pomaga Emhyrowi. Vilgefortz miał wywołać burzę na morzu, a Ciri miała wejść na pokład statku, jednak Pavetta coś podejrzewała i zostawiła Cirillę na brzegu. Później księżniczka miała rzekomo sama wypaść za burtę.

Jakimś sposobem – zapewne bez magii się tutaj nie obyło – Emhyr przeżywa, wraca do Nilfgaardu i odbiera władzę Uzurpatorowi, który swoją brutalną polityką nigdy nie zdołał zdobyć wystarczającego poparcia. W 1257 roku Uzurpator zostaje spalony, a Emhyr zasiada na nilfgaardzkim tronie. Nakazuje wymazać jego imię ze wszystkich miejsc i zastąpić je określeniem Uzurpator. Jesienią 1263 roku Emhyr najeżdża Cintrę, rozpoczynając Pierwszą Wojnę Północną. Cel – odnaleźć Cirillę, której udaje się uciec przed straszliwą rzezią w królestwie. Cintra przestaje istnieć jako królestwo i staje się częścią Nilfgaardu. Królowie Północy tworzą Sojusz Czterech, a Nilfgaard przegrywa Pierwszą Wojnę Północną w bitwie pod Sodden – wszystko to już dobrze znacie. Ostatnim państwem podbitym przez Nilfgaard został Angren – królestwo, o którym wiadomo niezwykle mało poza tym, że jego bagienne i zalesione tereny pełne są straszliwych potworów. Angren przeszedł w ręce Nilfgaardu podczas Drugiej Wojny Północnej. W regionie praktycznie nie ma dróg, dlatego przemieszczanie się jest tutaj niemal niemożliwe. Wilgotność powietrza jest nieustannie wysoka, przez co Angren opanowują roje komarów i najróżniejszych innych potworów. Ze względu na bagna oraz piaszczystą glebę praktycznie nic tutaj nie rośnie, dlatego nikt szczególnie nie spieszył się z podbojem tej krainy. De iure najpierw należała do Północy, później do Nilfgaardu, ale de facto nikt nigdy nie zdołał w pełni nad nią zapanować. Warto dodać również, że po porażce w Pierwszej Wojnie Północnej takie królestwa jak Maecht, Metinna, Geso i Nazair próbowały się zbuntować i odzyskać własną niepodległość, jednak wszystkie powstania zostały szybko i brutalnie stłumione.

Imperium Nilfgaardu jest niezwykle różnorodne pod każdym względem. Klimat zmienia się z każdą krainą, podobnie jak jej mieszkańcy. Mimo ogromnej liczby podbojów podstawą nilfgaardzkiej gospodarki pozostaje rolnictwo. Tyle że zajmują się nim wyłącznie niewolnicy. Niewolnictwo w Imperium nie jest po prostu legalne – dziwne jest tutaj nie mieć choć jednego niewolnika! To oni wykonują całą brudną robotę, podczas gdy zwykli obywatele mogą zajmować się bardziej użytecznymi rzeczami. Kraj przeszedł już do produkcji manufakturowej, co świadczy o wyższym poziomie rozwoju w porównaniu z królestwami Północy, gdzie manufakturami jeszcze nawet nie pachnie. Pod względem potęgi ekonomicznej z Nilfgaardem konkurować mogą właściwie tylko Kovir i Poviss.

Językiem Imperium jest nilfgaardzki – wspólny język wszystkich narodów, ponieważ nikt tutaj nie zna Wspólnej Mowy północnych królestw. Bliżej samych królestw Północy Wspólna Mowa jest już jednak nauczana w szkołach – pod tym względem imperium przypomina Austro-Węgry, które zamiast wykorzeniać języki, rozwijały je, a jednocześnie lekką ręką zaszczepiały własne. Większość ludzi w Nilfgaardzie ma domieszkę elfiej krwi. Nie ma tutaj rasizmu, wszyscy są równi wobec prawa. Mężczyźni i kobiety również mają równe prawa, choć w praktyce prawa mężczyzn nadal są większe. Nilfgaardczykami w Imperium nazywa się wyłącznie tych, którzy mieszkają w historycznym centrum państwa albo w stolicy – wszyscy pozostali Nilfgaardczykami nie są. Małżeństwa zawiera się częściej w formie kontraktów niż z miłości. Dla żony ważne jest urodzenie chłopca, ale do niemowląt w Nilfgaardzie ludzie szczególnie się nie przywiązują z powodu wysokiej śmiertelności dzieci. Jeśli kobieta jest bezpłodna, może to stanowić poważny powód do rozwodu. Wykształcenie w Nilfgaardzie może zdobyć praktycznie każdy. Działa tutaj system stypendiów, dzięki któremu nawet syn piekarza może studiować w Akademii. W Imperium promuje się zamiłowanie do sportu, dlatego Nilfgaardczycy są zazwyczaj wysportowani i dobrze zbudowani. Najpopularniejszym kolorem jest czerń i pozostaje ona najważniejszą barwą również na poziomie państwowym.

Miasta Nilfgaardu prawie niczym nie różnią się od miast Północy. Ważnym elementem każdego z nich jest jednak ogromna liczba łaźni – Nilfgaardczycy są niezwykle czystym narodem, dlatego chodzenie do łaźni stanowi dla nich niemal nienaruszalną tradycję narodową. Najczęściej łaźnie są całymi kompleksami, w których znajduje się nawet biblioteka. W miastach zawsze ciągną się długie akwedukty, czego nie zobaczymy w miastach Północy. Jedna rzecz pozostaje natomiast wspólna – niebezpieczeństwo po zachodzie słońca. W Nilfgaardzie również po ulicach włóczą się najróżniejsi opryszkowie, przez których można stracić zarówno sakiewkę, jak i życie, choć miejscowa straż próbuje z nimi walczyć.

Nilfgaard pozostaje dla nas niezbadaną krainą – ogromną i pełną cudów. Znajduje się tutaj tyle ciekawych miejsc, tajemniczych ludów i sekretów starożytności, że naprawdę trudno doczekać się chwili, kiedy Imperium trafi na mapę Wiedźmina 4. Jak myślicie, zobaczymy tam Nilfgaard?