Wszystko ma swój początek i koniec. Od dnia narodzin do dnia śmierci ludzkość również od dawna zmierza naprzód, tylko jaki będzie jej koniec? Czy końcem naszej cywilizacji stanie się wojna nuklearna, jak w Fallout , która zetrze z powierzchni Ziemi znany nam obraz świata, czy może koniec przyniesie wirus, jak w Resident Evil, który w błyskawicznym tempie zamieni populację planety w bezmózgie zombie? Jak to mówią: pożyjemy – zobaczymy, ponieważ każdy z tych scenariuszy jest dzisiaj całkiem realny. My natomiast porozmawiamy o najbardziej egzotycznych i najciekawszych epidemiach, które w grach wideo zdążyły już wywołać apokalipsę na skalę planetarną. Komputery gamingowe możecie kupić tutaj .
Zaczniemy od typowego scenariusza, który stał się fundamentem filmów i gier o apokalipsie, a zdążył już zamienić się w coś zwyczajnego i przyziemnego – tak, chodzi o scenariusz z wirusem zombie, który szybko się rozprzestrzenia, szybko działa i wykazuje 99-procentową skuteczność w eliminowaniu żałosnych ludzików. Szczególną popularność taki wariant zdobył na początku lat dwutysięcznych: zdążyło wtedy powstać już sporo filmów w gatunku zombie, a także gry komputerowe, które tylko dodatkowo napędzały popularność tego pomysłu. Centralne miejsce zajmuje tutaj seria Resident Evil , która jest prawdziwym mastodontem gatunku. W przeciwieństwie do wielu innych dzieł wykorzystujących temat zombie-apokalipsy seria bardzo pomysłowo podeszła do szczepu, który opanował planetę. Mowa o wirusie „Progenitor”, który przez tysiące lat pozostawał ukryty w głębinach afrykańskiej ziemi. Wirus ten jest zarówno początkiem, jak i końcem ludzkości, ponieważ miliony lat temu zmutował w taki sposób, że dał impuls do narodzin całej żywej przyrody w formie, w jakiej dzisiaj ją widzimy i znamy. To właśnie jego zdolność do wywoływania mutagenezy w organizmach doprowadziła do powstania ludzkości, jednak z czasem zaczęła słabnąć, a liczba podatnych organizmów malała. Doszło do tego, że wirus pozostał odizolowany w roślinie rosnącej głęboko pod ziemią afrykańskiego kontynentu przez wiele tysięcy lat.

W połowie XX wieku trzech wybitnych wirusologów dochodzi do wniosku, że ludzkość powstała dzięki nieznanemu pradawnemu patogenowi, który z jakiegoś powodu zniknął. Przekopując tony literatury naukowej, udało im się natrafić na informacje o wspomnianej wcześniej roślinie, rosnącej tylko w jednym miejscu w Afryce i wyróżniającej się tajemniczymi właściwościami. Naukowcy zorganizowali tam ekspedycję i z podziemnego kwiatu „Schody do Słońca” zdołali wydobyć wirusa „Progenitor”.

Każdy z naukowców zaczął pracować z nim we własnym celu. W rezultacie do lat 90. badacze stworzyli na jego bazie nowe szczepy. Korporacja Umbrella stała się najbogatszą i najbardziej wpływową organizacją, a jej oddziały oraz tajne laboratoria otwierano na całym świecie. Jedno z nich znajdowało się pod Raccoon City. W wyniku sabotażu dokonanego przez jednego z naukowców należących wcześniej do personelu wirus przedostał się do wody pitnej, zarażając zwykłych ludzi. Nazywano to „chorobą kanibala”, ponieważ ludzie zaczynali rzucać się na siebie jak wściekli, próbując gryźć, a nawet zagryzać innych. Sytuacja osiągnęła apogeum 24 września – w ciągu kilku godzin zaraziło się 4 tysiące ludzi. W mieście rozpoczęła się prawdziwa wojna, wojna żywych z umarłymi. I właśnie w sam środek tych wydarzeń trafiamy w Resident Evil 2.

Po pandemii z 2020 roku na podobne scenariusze nie patrzy się już z takim ironicznym uśmiechem. Wirusy mogą być zarówno przyczyną powstania, jak i zniknięcia. Cały czas znajdują się wokół nas, mutują i ewoluują, żeby przejść na kolejny, nieznany dotąd poziom. Scenariusz końca świata wywołanego śmiercionośnym wirusem jest więcej niż prawdopodobny, szczególnie jeśli taki wirus zostanie wypuszczony przez określoną grupę ludzi w celu późniejszego zdobycia dominacji nad światem albo przejścia na nowy poziom ewolucji.

Teoria nadczłowieka Nietzschego otrzymuje tutaj nowy impuls – coś takiego widzieliśmy w The Callisto Protocol, gdzie wirus został celowo wypuszczony w celu przeprowadzenia swoistych testów zgodności z organizmami. Jego zadaniem było stworzenie nowego typu człowieka, niezwykle silnego i wytrzymałego, choć niezbyt pięknego. Rezultat nie należał jednak do najlepszych – większość żywych organizmów wirus zamieniał w przerażające potwory, podczas gdy jedynie niewielki odsetek ludzi był w stanie go przyjąć. Ich organizmy mutowały i przechodziły na nowy poziom ewolucji, ale tego, co ostatecznie mogłoby z tego wyniknąć, już się raczej nie dowiemy, ponieważ The Callisto Protocol okazało się porażką i raczej nigdy nie doczeka się kontynuacji.

Podobnie wygląda sytuacja z Days Gone – podobnie pod oboma względami. Kontynuacja tej gry również raczej się nie pojawi, a tamtejszy wirus także wynosi ludzi na nowy poziom, tylko w dość specyficzny sposób. Days Gone również bardzo pomysłowo podeszło do typowego już scenariusza wirusa i zombie-apokalipsy. Gra wykrzywiła go na własną modłę i otrzymała bardzo ciekawy pomysł, który zajmuje centralne miejsce w lore, czyniąc je naprawdę rozbudowanym. W Days Gone wirus „Freaker”, zamieniający ludzi we freakerów, również powstał z kwiatu rosnącego wyłącznie w stanie Oregon. Prace nad wirusem utrzymywano w ścisłej tajemnicy, ale jeden z pracowników zaczął podejrzewać, że dzieje się coś złego.

Włamał się do laboratorium i sam przypadkowo się zaraził. Później facet pojechał na konferencję naukową, żeby opowiedzieć społeczeństwu o tym, co zobaczył, ale w ten sposób przypadkowo zaraził wszystkich obecnych. Ci z kolei w drodze do domu zarazili całą masę kolejnych ludzi, a już po dwóch tygodniach zmutowani freakerzy zaczęli przejmować miasta. W rezultacie przeżyło zaledwie 1,3% populacji planety. Dzieci i osoby starsze umierały od razu, natomiast pozostali ocaleli przetrwali tylko dlatego, że podczas rozprzestrzeniania się wirusa nie mieli z nim kontaktu. Apokalipsa nastąpiła błyskawicznie. Po pewnym czasie ocaleni zauważyli, że freakerzy zbierają się w hordy i kierują się jakimś wspólnym intelektem, którego nikt nie potrafi wyjaśnić. Później okazało się, że część z nich nadal pamięta siebie jako ludzi, a niektórzy nawet na krótkie chwile przejawiają te wspomnienia. Celem organizacji NERO była nie tylko światowa dominacja, ale również wyniesienie człowieka na nowy poziom ewolucji. Wirus zapewniał niesamowitą siłę i szybkość, a także odporność na wszelkie choroby. I niektórzy ludzie rzeczywiście żyli z nim, pozostając sobą, ale czy wirus ostatecznie osiągnął zakładany cel – tego nie wiadomo, ponieważ Days Gone 2 nigdy nie wyjdzie.

Gier w zombie-settingu nie brakuje, ale pominięcie The Last of Us byłoby całkowicie nielogiczne. Tutaj, podobnie jak w poprzednich produkcjach, pomysłu na wirusa zombie nie tylko zmodyfikowano – rozegrano go na nowo i opakowano w naprawdę istniejącą rzecz nazywaną kordycepsem. To rodzaj grzybów pasożytujących na innych grzybach oraz owadach. Kiedy zarodniki grzyba dostają się na przykład do organizmu mrówki, po pewnym czasie oplatają jej mięśnie i narządy własnymi nićmi, tworząc jedną wielką grzybnię. Następnie przejmują mózg ofiary i zaczynają całkowicie sterować jej ciałem. Głównym celem takiego grzyba nie jest jednak przejęcie jednego konkretnego organizmu, lecz maksymalne rozprzestrzenienie się. Kordyceps zmusza tę samą mrówkę, żeby wspięła się na najwyższe źdźbło trawy, zacisnęła na nim żuwaczki i przez kilka dni pozostawała nieruchoma w tej pozycji, aby grzyb mógł rozsiewać zarodniki. Sama mrówka z czasem umiera, a z jej czaszki wyrasta kordyceps przypominający antenę radiową.

W grze właśnie zarodniki kordycepsu stały się przyczyną epidemii, wskutek której zakażonych zostało 60% ludzi. Trafił na stoły w produktach zbożowych i już dwa dni później rozpoczęła się prawdziwa apokalipsa. Po dostaniu się do ludzkiego organizmu kordyceps podporządkowywał go stopniowo. Najpierw człowiek zamieniał się w Biegacza – infekcja działała niczym wścieklizna, dzięki czemu zmuszała człowieka do jeszcze intensywniejszego rozsiewania zarodników. Po tygodniu człowiek wchodził w drugi etap, trwający około roku – stadium Stalkera. Tracił wzrok i zaczynała rozwijać się u niego echolokacja. Następnie przychodził trzeci etap – stadium Klikacza. Trwa ono najdłużej i zmienia ofiarę w niezwykle niebezpieczną istotę kierującą się echolokacją. Później pojawia się Purchlak – to najstarsi zarażeni, którzy otrzymali pancerne narośla i ogromną siłę. Na zwierzęta infekcja nie działa w żaden sposób.

Zgodnie z fabułą gry Joel i Ellie podróżują przez najróżniejsze przerażające i niebezpieczne miejsca, choć całkiem często robią to bez odpowiedniej ochrony. O ile Ellie posiada odporność, Joel po prostu powinien był nosić maskę przeciwgazową, ale twórcy pominęli ten szczegół. Rzecz w tym, że na otwartej przestrzeni zarodniki kordycepsu nie stanowią zagrożenia. W zamkniętych pomieszczeniach, piwnicach czy kanałach są jednak wyjątkowo niebezpieczne. W rzeczywistości kordyceps nie może zaszkodzić człowiekowi, a tym bardziej przejąć nad nim kontroli. W serialu twórcy dostrzegli lukę w lore dotyczącą rozprzestrzeniania się zarodników, dlatego postanowili tworzyć zakażonych poprzez bezpośredni kontakt, a dodatkowo nadali im wspólną świadomość. Co o tym myślicie – piszcie w komentarzach.

Głowice nuklearne i śmiercionośne wirusy – czy to naprawdę wszystkie narzędzia, za pomocą których można namalować apokalipsę? Hideo Kojima ma na ten temat własne spojrzenie, które prezentuje w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Japończyk wymyślił , jak zniszczyć nie całą ludzkość na planecie, lecz tylko wybrany naród. W tym celu stworzył koncepcję pasożytów strun głosowych – istot, które w świecie gry miały niegdyś podarować człowiekowi zdolność mowy. Szczep pasożytów strun głosowych został zmodyfikowany przez złoczyńcę Skull Face'a. Dzięki temu pasożyty mogły zabijać osoby posługujące się określonym językiem, na przykład angielskim, którego Skull Face tak bardzo nienawidził. I jest to naprawdę ciekawy pomysł, inspirowany biblijną opowieścią o Wieży Babel. W grze pojawia się myśl: „Jeśli zniszczyć wspólny język, ludzie będą musieli komunikować się w nowy sposób. Jeśli jednak nie będą w stanie się porozumieć, nowym językiem stanie się język bomb atomowych”.

Ostatni na dzisiaj i jeden z najciekawszych wariantów epidemicznej apokalipsy zaprezentowała seria Dead Space. Tutaj skala wydarzeń przewyższa wszystkie wcześniej wymienione gry razem wzięte, ponieważ dotyczą one nie tylko ludzkości i planety Ziemia, ale całego Wszechświata.

W serii Dead Space na planecie Aegis VII zostaje odnaleziony tajemniczy Czerwony Obelisk. Wysłany zostaje po niego kosmiczny okręt flagowy Ishimura, który zabiera go na pokład, a później zaczyna dziać się prawdziwy koszmar. Obelisk prowokuje ludzi do dewiacyjnych zachowań, a następnie zamienia ich w nekromorfy – przerażające i dziwaczne istoty, które polują na wszystko, co żywe, zabijają to i przemieniają na swoje podobieństwo. Przyczyną rzeczywiście był Obelisk, ale kto mógł wiedzieć, że ten konkretny, który odnaleźli, był dziełem ludzkich rąk? Zgodnie z lore serii w 2214 roku w miejscu starożytnego krateru Chicxulub w Zatoce Meksykańskiej odnaleziono Czarny Obelisk. Spadł tam razem z meteorytem, który 65 milionów lat temu zabił dinozaury, i od tamtej pory cały czas się tam znajdował. Jak się okazało, to właśnie Czarny Obelisk stał się przyczyną powstania inteligentnego życia na Ziemi. Pozwolił żywym organizmom wyewoluować do stadium inteligencji. Obelisk wykopano i wysłano na badania do pływającej stacji.

To właśnie tam niedługo później doszło do pierwszej epidemii nekromorfów – Obelisk zamieniał ludzi w te złowrogie istoty, przez co trzeba było zatopić go razem z załogą stacji, a sam incydent przemilczeć. Tyle że tego ostatniego nie udało się zrobić. Narodziła się cała religia – Unitologia – której wyznawcy oddawali cześć pradawnemu Obeliskowi. Fanatycy stali się niezwykle bogaci i wpływowi i to właśnie oni zainicjowali wysłanie Ishimury na Aegis VII, ponieważ wiedzieli o trzech sztucznie stworzonych Czerwonych Obeliskach, które również wymykały się spod kontroli i zostały wysłane na odległe planety, żeby ochronić Ziemię przed ich zgubnym wpływem. Kiedy w Dead Space 2 jeden z Obelisków ostatecznie trafił na Ziemię, wywołał masową apokalipsę, która zmusiła Isaaca wraz z nową ekipą do wyruszenia na odległą planetę Tau Volantis, uważaną przez nich za ojczyznę tajemniczych Obelisków. To już wydarzenia trzeciej części, których nie będę spoilerował. Powiem jedynie tyle – Obeliski miały przemieniać całą żywą biomasę w nekromorfy, a te ostatecznie łączyły swoje ciała w jeden planetarny organizm nazywany Krwawym Księżycem. Jest to pojedyncza istota-planeta posiadająca inteligencję i tylko jedno zadanie – pochłaniać całą żywą biomasę, żeby stawać się coraz większa i dalej się rozprzestrzeniać. To swego rodzaju planetarne kosmiczne pasożyty, które pozostawiają za sobą wyłącznie martwy kosmos. Rozrzucają w jego głębinach Obeliski, które pobudzają powstawanie inteligentnego życia albo przekształcają już istniejące w ich brata – kolejny Krwawy Księżyc. W ten sposób istoty te przemierzają Wszechświat i niszczą cywilizacje, pozostawiając po sobie wyłącznie Martwy Kosmos.

A która apokalipsa spodobała wam się najbardziej? Napiszcie również o innych ciekawych wariantach z gier. Nie zapominajcie też o sklepie internetowym Artline, gdzie możecie kupić topowy komputer gamingowy . Spotkamy się w tym samym miejscu już niedługo.